Sobota z blogosferą: Dlaczego bloguję bez twarzy ?

 

Pamiętam moment, kiedy w sieci zaczęły pojawiać się konta bez pokazywania twarzy. Wtedy ich nie rozumiałam. Wydawało mi się jakby czegoś im brakowało. Dziś patrzę na ten temat zupełnie inaczej – choć wciąż nie podążam za trendami. Tworzę po swojemu. Zaczynam rozumieć, dlaczego anonimowe konta stały się tak popularne.


Kiedyś myślałam : twarz jako fundament marki. Prowadziłam bloga modowego i w tamtych czasach byłam przekonana, że pokazywanie twarzy jest ważne. Osoba blogera miała być marką. Wygląd, styl , sposób bycia. Odbiorcy musieli wiedzieć, kto jest po drugiej stronie monitora. Lubią widzieć jak wyglądają, oni i ich życie. Dlatego na social mediach pokazuje się jako dodatek to - czego nie widać na blogu. Nagle zaczął pojawiać się nowy sposób działania w sieci - konta bez twarzy. Były one powiązane z cyfrowymi produktami sprzedawanymi z prawem do dalszej odsprzedaży. Z czasem jednak anonimowych kont zaczęło przybywać. I nie dotyczyły już tylko jednego rodzaju produktów czy jednego schematu zarabiania. Zaczęły obejmować różne formy twórczości, edukacji, dzielenia się treścią. Ja także – w pewnym sensie – z tego korzystam. Ale nie dlatego, że to modne.

Więcej prywatności i poczucia spokoju
Nie każdy z nas chce – albo potrafi – funkcjonować publicznie. Nie każdy chce, by jego wizerunek krążył po sieci.
Dla wielu twórców anonimowość to:
ochrona prywatności,
poczucie bezpieczeństwa,
możliwość tworzenia bez napięcia.
Powody mogą być bardzo różne. I wszystkie są wystarczające.
Najważniejsze jest jedno: poczucie wewnętrznego spokoju. A ono często znika wtedy, gdy czujemy presję pokazywania siebie.

Hejt 
Stał się niemal nieodłączną częścią działania w Internecie.
Pojawia się pod wpisami, rolkami, zdjęciami. Czasem bez powodu. Czasem tylko dlatego, że ktoś się odważył być widoczny. Dopiero dłuższa obecność w sieci uczy odporności.
Ale zanim ona przyjdzie wiele osób po prostu rezygnuje. Albo wybiera inną drogę.
Anonimowość bywa tarczą. Nie zawsze ucieczką. Czasem świadomym wyborem.

Skupienie na treści 
Nie prowadzę już bloga modowego. I szczerze mówiąc nie wiem, jak wyglądałby dziś, po wszystkich zmianach, które we mnie zaszły. Dziś prowadzę bloga lifestyle’owego.
Skupiam się na treści. Nie tworzę galerii zdjęć. Moje wpisy zawierają zazwyczaj jedną, symboliczną grafikę. Bo to treść ma być w centrum, nie ja. Nie bloguję bez twarzy dlatego, że się jej wstydzę.
Bloguję w ten sposób, bo chcę, by to, co piszę, było ważniejsze niż to, jak wyglądam.

I to nie jest trend.
To jest mój wybór.


Kiedy przestałam regularnie publikować na blogu, on… po prostu został w Internecie. Nie chciałam, aby zniknął razem ze mną. Był sporym kawałkiem mojego życia. Zmieniał się razem ze mną - od czasów nastolatki zakochanej w modzie - do macierzyństwa. 
W czasach szkolnych spodziewałam się hejtu. Wydawało mi się wtedy, że jeśli on się pojawi, to właśnie wtedy – w okresie dorastania, gdy ludzie bywają najbardziej okrutni. Tak się nie stało. On przyszedł później - po latach. Od dorosłych już ludzi, którzy wydawałoby się, że w dobie internetu będą patrzeć na to zupełnie inaczej. 

Zaczęły pojawiać się różne historie. Nie były nawet na podstawie moich dawnych wpisów. Było to wymyślanie moich nowych wpisów. Opowieści, których nigdy nie napisałam, ale ktoś dopisał sobie w głowie. Informacje zaczęły rozpowszechniać się bardzo szybko, zarówno w otoczeniu z pracy jak i prywatnym. To był bardzo trudny czas w życiu osobistym - wtedy zdecydowałam się zostać sama z dziećmi. Pod wpływem tych wszystkich negatywnych emocji - usunęłam duży kawałek swojej historii z sieci. I do dziś bardzo mi jej brakuje. 

To było dla mnie trudne doświadczenie, ale było też lekcją. Granice w sieci są równie ważne jak te w realnym życiu. Brak mojego starego miejsca, pasja i doświadczenie - doprowadziły mnie do pisania bez twarzy. Ale też do jeszcze jednej decyzji - nie mówię otoczeniu, że prowadzę bloga. 


Nie dlatego, że się wstydzę. Nie dlatego, że nie wierzę w to, co robię. Po prostu zrozumiałam, że nie wszystko musi być tłumaczone, oceniane i komentowane. Słowa nie potrzebują świadków z mojego życia prywatnego, żeby mieć wartość. Pisanie stało się dla mnie przestrzenią wolności. Miejscem, w którym nie muszę się bronić, prostować cudzych interpretacji ani udowadniać, kim jestem naprawdę.

Bo najważniejsze jest dla mnie to, co zostaje w treści, a nie to, kto ją czyta z mojego najbliższego otoczenia.

Dlatego dziś:

  • wybieram anonimowość tam, gdzie daje mi spokój,

  • oddzielam treść od wizerunku,

  • piszę świadomie, ale nie obnażam się,

  • zostawiam coś tylko dla siebie.

Nie dlatego, że się boję. Dlatego, że dojrzałam.

I właśnie dlatego blogowanie bez twarzy nie jest dla mnie trendem. Jest konsekwencją drogi, którą przeszłam.


Ps. Tym wpisem rozpoczynamy nową kategorię na blogu poświęconą blogosferze. Jeżeli temat jest dla Ciebie ciekawy - zaglądaj do mnie w soboty. Nie gwarantuję, że w każdą sobotę, dlatego warto zaobserwować moje SM i mieć informacje o nowych wpisach 

Instagram

Facebook

Pięknego dnia ! ❤

3 komentarze:

  1. Mądry i wartościowy tekst :)
    Pozdrawiam serdecznie ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo wartościowy tekst. Dobrze pokazuje, że decyzja o blogowaniu „bez twarzy” nie jest kwestią trendu, lecz świadomym wyborem wynikającym z doświadczeń i granic, które każdy ustala dla siebie. Podoba mi się, jak opisujesz, że anonimowość daje spokój, pozwala skupić się na treści i chroni prywatne życie – to coś, o czym często zapomina się w dyskusjach o mediach społecznościowych. Równie cenne jest Twoje spostrzeżenie, że hejt nie zawsze przychodzi od nastolatków czy przypadkowych użytkowników, ale czasem od dorosłych osób, co pokazuje, że sieć wcale nie jest bezpiecznym miejscem „samo przez się”. Tekst jest też dobrą lekcją refleksji nad własną drogą i tym, co naprawdę chcemy w internecie zostawić – treść czy wizerunek. Czyta się go jak osobistą, dojrzałą refleksję kogoś, kto wie, co dla niego jest ważne, i kto nie ulega presji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem "publiczna " z racji działalności zawodowej i społecznej, więc nic by mi to nie dało. Nie mam z tym problemu, ale rozumiem innych. Każdy ma prawo wybrać taki styl, jaki jest dla niego odpowiedni.
    I zgadzam się. W social mediach pojawiło się mnóstwo kont bez twarzy...
    Pozdrawiam, Pola

    OdpowiedzUsuń

Copyright © zapiski-naszego-zycia , Blogger